# Przedszkole na Słonecznej — odcinek 7: Bilet dla misia
*Słuchowisko na dobranoc, 3–7 lat. Czas czytania ok. 11 minut (ok. 1 400 słów). Lektor: w kinie szeptem, w scenie przy kasie z lekką tremą w głosie Frania. Dźwięki w tle: hol kina, popcorn, dzwonek kasy, ściemnienie — cisza — muzyka filmu z daleka.*
*© Plan na Szkołę / BEZPIECZNE DANE Sp. z o.o. — tekst własny.*

---

Dobry wieczór. Tu Przedszkole na Słonecznej. Dziś idziemy do kina. Cała grupa Biedronek. I jeden królik.

Franio nigdy nie był w kinie. Widział filmy w telewizorze i na tablecie u babci, ale kino to co innego. Kino — mówiła Hania, która wszystko wie — jest ciemne, wielkie i głośne. Franio nie lubił ciemnego, wielkiego ani głośnego. Dlatego do plecaka włożył Kluska. Klusek, ten królik z jednym krótszym uchem, też nigdy nie był w kinie, więc mogli się bać razem.

Kino nazywało się „Promyk" i stało na rogu ulicy Kasztanowej. Miało szklane drzwi, czerwony dywan i zapach, którego Franio nie znał.
— Co tak pachnie? — spytał.
— Popcorn — powiedziała pani Marta. — Kukurydza, która pęka na gorąco. Potem pokażę.

W holu była kolejka. Długa, do okienka z napisem KASA. Za okienkiem siedziała pani w niebieskiej kamizelce.
— Biedronki, ustawiamy się parami — powiedziała pani Marta. — I uwaga: dziś każdy kupuje bilet sam.
— Sam?! — Antek aż podskoczył. Z radości.
— Sam?… — Franio też powiedział „sam", ale zupełnie inaczej.

Pani Marta dała każdemu monetę. Prawdziwą. Ciężką, złotą, z orłem.
— To jest pięć złotych. Podchodzisz do okienka, mówisz „dzień dobry", potem „poproszę jeden bilet na Wielką Przygodę", podajesz monetę, bierzesz bilet i mówisz „dziękuję". Kto pamięta kolejność?
— Dzień dobry, poproszę, dziękuję! — zawołała Hania.
— A jak ktoś się pomyli?
— To nic — powiedziała pani Marta. — Pani w kasie widziała już wszystko.

Pierwsza szła Hania. Oczywiście. Powiedziała wszystko jak z książki i wróciła z biletem, którym machała jak flagą.
Potem Antek. Antek zapomniał „dzień dobry", ale pani z kasy sama powiedziała „dzień dobry" i Antek odpowiedział, więc wyszło.
Potem Zosia. Cicho, ale poprawnie.

Potem Franio.

Franio stanął przed okienkiem. Okienko było wysoko. Pani w niebieskiej kamizelce była daleko, za szybą. Moneta w ręce zrobiła się mokra. A w głowie Frania wszystkie słowa — dzień dobry, poproszę, bilet, dziękuję — pomieszały się jak klocki wysypane z pudła.

Milczał.

Za nim w kolejce ktoś się zniecierpliwił. Jakiś pan powiedział: „No, młody, szybciej". I to było najgorsze. Bo od „szybciej" Franio zrobił się jeszcze wolniejszy.

— Ja… — zaczął.
Pani w kasie pochyliła się do okienka. Miała okulary na nosie i uśmiech, taki mały, spokojny.
— Nie spiesz się — powiedziała cicho, tylko do niego. — Mam czas. Na co chcesz bilet?
— Na Wielką Przygodę. — Franio to powiedział. Naprawdę. — Poproszę.
— Jeden?
Franio spojrzał na plecak. Z plecaka wystawało ucho Kluska.
— Dwa — powiedział. — Jeden dla mnie, jeden dla królika. Ale on jest mały i nie zajmuje miejsca.
Pani w kasie spojrzała na ucho. Potem na Frania. I powiedziała bardzo poważnie:
— Króliki poniżej trzech lat wchodzą za darmo.
Wydrukowała bilet. A potem na małej karteczce narysowała długopisem coś, co wyglądało jak bilet, tylko mniejszy, i napisała: KLUSEK, RZĄD 3, MIEJSCE NA KOLANACH.
— Proszę. Dwa bilety.
— Dziękuję — powiedział Franio. I dodał, bo mu się przypomniało: — Dzień dobry.
— Dzień dobry — odpowiedziała pani. I mrugnęła.

Pan, który mówił „szybciej", już nic nie mówił.

W sali kinowej było ciemno, wielko i… wcale nie głośno. Jeszcze nie. Biedronki usiadły w trzecim rzędzie. Pani Marta powiedziała ostatnią rzecz:
— W kinie jest jedna zasada. Jaka?
— Cisza! — szepnęła Hania.
— Dlaczego?
— Bo inni też chcą słyszeć film — powiedziała Zosia.
— A jak ktoś się boi? — spytał cicho Franio.
— To ściska rękę sąsiada. Bez słów. Sąsiad zrozumie.

Światła zgasły. Na wielkim ekranie pojawił się las, a w lesie mały lisek, który szukał drogi do domu. Franio ścisnął Kluska. A potem, kiedy lisek wpadł do rzeki, ścisnął rękę Antka. Antek zrozumiał. Nie powiedział nic, tylko odcisnął.

Film trwał długo. Lisek znalazł dom. Wszyscy bili brawo, a Franio najgłośniej, bo w kinie po filmie już wolno.

W drodze powrotnej pani Marta opowiadała, kto robi film. Że ktoś pisze historię, ktoś rysuje liska tysiąc razy, żeby się ruszał, ktoś podkłada mu głos, ktoś nagrywa szum rzeki, ktoś komponuje muzykę. Że lisek nie istnieje, a jednak wszyscy za nim płakali.
— To jak w teatrze? — spytała Hania, która pamiętała „Rzepkę".
— Prawie. Tylko w teatrze aktorzy są prawdziwi i stoją przed tobą. W kinie są na ekranie i można ich obejrzeć tysiąc razy.

Franio szedł i myślał o pani z kasy. O tym, że powiedziała „nie spiesz się" i „mam czas". I że przez te trzy słowa cała pomieszana kupa klocków w jego głowie ułożyła się z powrotem. A pan, który powiedział „szybciej", nie pomógł wcale, choć chciał tego samego — żeby Franio kupił bilet.

Wieczorem Franio przypiął mały bilet Kluska do ściany nad łóżkiem. RZĄD 3, MIEJSCE NA KOLANACH.
— Mamo, a jak ja będę duży i będę pracował w kinie — powiedział — to też będę mówił „nie spiesz się".
— Komu?
— Wszystkim. Bo to działa.

---

**Trzy pytania na dobranoc:**
1. Jakie trzy rzeczy trzeba powiedzieć przy kasie? Powiedz je teraz, po kolei.
2. Co pomogło Franiowi bardziej: „szybciej" czy „nie spiesz się"? Dlaczego?
3. Co robimy w kinie, kiedy się boimy, a nie wolno mówić?

A teraz oczy się zamykają. Ekran zgasł. Bilet Kluska wisi nad łóżkiem. Franio śpi. Dobranoc.

*Koniec odcinka 7.*
