# Przedszkole na Słonecznej — odcinek 6: Zgubiony but Zosi
*Słuchowisko na dobranoc, 3–7 lat. Czas czytania ok. 11 minut (ok. 1 400 słów). Lektor: spokojnie; w scenie na placu zabaw krótkie zdania, bez straszenia — dziecko ma się nauczyć, co robić, nie bać. Dźwięki w tle: plac zabaw, gwar, potem cisza i jeden ptak.*
*© Plan na Szkołę / BEZPIECZNE DANE Sp. z o.o. — tekst własny. Zasady bezpieczeństwa wg materiałów CBO: nie odchodzę z obcym, szukam pomocy u „bezpiecznego dorosłego" (pani z dzieckiem, sprzedawca, policjant, ochroniarz), znam swoje imię, nazwisko i imię rodzica.*

---

Dobry wieczór. Tu Przedszkole na Słonecznej. Dziś opowiem ci o tym, jak Zosia zgubiła but. Ale tak naprawdę to nie jest historia o bucie. To historia o tym, jak prosić o pomoc.

W sobotę tata zabrał Zosię na wielki plac zabaw w parku. Wielki — to znaczy taki, że były tam trzy zjeżdżalnie, dwie piaskownice, linowa pajęczyna, karuzela i domek na drzewie. I mnóstwo dzieci. I mnóstwo rodziców na ławkach.

— Idę po kawę do tej budki — powiedział tata. — Widzisz ją? Ta z niebieskim daszkiem. Bawisz się tu, przy zjeżdżalni, nigdzie nie odchodzisz. Wracam za pięć minut.
— Dobrze.

Zosia zjechała ze zjeżdżalni raz. Drugi raz. Za trzecim razem jej lewy but — sandałek z zapięciem na rzep — został na górze zjeżdżalni, a Zosia zjechała bez niego. Roześmiała się. Wspięła się po schodkach. Buta nie było.

Rozejrzała się. Na górze zjeżdżalni stał chłopiec w czerwonej koszulce i trzymał jej but.
— Mój! — zawołała Zosia.
Chłopiec się roześmiał, rzucił butem w dół, na drugą stronę zjeżdżalni, w krzaki, i sam zjechał.

Zosia stała na górze na jednej nodze. Chłopiec zniknął w tłumie. But zniknął w krzakach. A krzaki były za zjeżdżalnią, po tej stronie, gdzie nie było ławek.

„Nigdzie nie odchodzę" — powiedział tata. Ale but był tam. Tylko kawałek. Zosia zeszła po schodkach, obeszła zjeżdżalnię i weszła w krzaki. Szukała. Rozgarniała gałązki. Buta nie było — może wpadł dalej? Poszła dalej. Znalazła go pod ławką za krzakami, obok kosza na śmieci.

Założyła but. Zapięła rzep. I wtedy podniosła głowę.

Nie widziała zjeżdżalni. Widziała drzewa, ścieżkę, jakąś inną ławkę i psa. Plac zabaw był gdzieś za krzakami, ale za którymi? Krzaki były wszędzie.

W brzuchu Zosi zrobiło się zimno.

Zosia wiedziała, że nie wolno biegać na oślep. Pani Marta mówiła: „Jak się zgubisz, zatrzymaj się. Ten, kto cię szuka, szuka tam, gdzie byłaś, a nie tam, gdzie pobiegłaś." Więc Zosia się zatrzymała. Stała przy ławce i oddychała. Raz, dwa, trzy. Jak balonik w brzuchu.

Ścieżką szedł pan. Miał ciemne okulary i telefon przy uchu. Zatrzymał się.
— Zgubiłaś się, mała? Chodź, zaprowadzę cię do taty. Wiem, gdzie jest.
Zosia patrzyła na niego. Nie znała go. On nie znał taty — skąd miał wiedzieć, gdzie jest tata?
— Nie — powiedziała Zosia. Głośno, choć w środku było jej zimno. — Nie idę z panem.
Pan wzruszył ramionami i poszedł dalej. Może chciał pomóc. Może nie. Zosia tego nie wiedziała i dlatego nie poszła. Tak się robi z obcymi: nie idzie się z nimi, nawet jak są mili. Nawet jak mówią, że wiedzą.

Ale stanie przy ławce też nie było dobre. Kto miał ją znaleźć w krzakach?

Zosia przypomniała sobie drugą rzecz, którą mówiła pani Marta: „Jak potrzebujesz pomocy, szukaj bezpiecznego dorosłego. Pani z dzieckiem. Pan w mundurze. Ktoś, kto pracuje — w sklepie, w budce, w kasie."

Ścieżką, z drugiej strony, szła pani z wózkiem. W wózku siedziało małe dziecko i gryzło banana.
Zosia podeszła.
— Przepraszam. Zgubiłam się. Mój tata jest przy zjeżdżalni, ale nie wiem, gdzie jest zjeżdżalnia.
Pani zatrzymała wózek.
— Ojej. Jak masz na imię?
— Zosia Kowalska. Mój tata to Piotr Kowalski. Ma zieloną kurtkę i poszedł po kawę do budki z niebieskim daszkiem.
Pani się uśmiechnęła.
— Ale ty wszystko wiesz! Chodź. Nie, nie idziemy nigdzie daleko. Zjeżdżalnia jest tam, za tymi krzakami, dwadzieścia kroków. Idziemy razem, ja pcham wózek, ty idziesz obok. Zgoda?
— Zgoda.

I to była różnica. Pan mówił „chodź, zaprowadzę cię" i chciał iść gdzieś. Pani spytała o imię, o tatę, i pokazała, gdzie idą — dwadzieścia kroków, w miejsce, które Zosia znała. Zosia jeszcze nie umiała tego nazwać, ale czuła: to jest w porządku, a tamto nie było.

Za krzakami rzeczywiście była zjeżdżalnia. A przy zjeżdżalni stał tata. Z kawą w ręku. I z taką twarzą, jaką ma się tylko wtedy, kiedy przez trzydzieści sekund nie widziało się swojego dziecka.

— Zosia!
Tata podbiegł. Kawa poleciała na trawę. Nikt nie żałował kawy.
— Gdzie byłaś?!
— But mi spadł w krzaki. Poszłam po but. A potem nie wiedziałam, gdzie jest zjeżdżalnia. Zatrzymałam się. Pan mówił, że mnie zaprowadzi, ale nie poszłam. Poprosiłam panią z wózkiem.
Tata patrzył na nią, potem na panią z wózkiem, potem znowu na nią.
— Dziękuję — powiedział do pani. A do Zosi: — Wszystko zrobiłaś dobrze. Wszystko. Oprócz jednego.
— Buta?
— Krzaków. Następnym razem, jak but wpadnie w krzaki — krzyczysz „tato!", a ja idę po but. But może poczekać. Ty nie.

W drodze do domu Zosia trzymała tatę za rękę i miała pytania.
— A jakby nie było pani z wózkiem?
— To pan w budce z kawą. Albo pani, co sprzedaje lody. Albo policjant. Ktoś, kto pracuje, albo ktoś z dzieckiem.
— A jakby nikogo nie było?
— To stoisz i wołasz. Głośno. „Zgubiłam się! Szukam taty!" Nie wstydzisz się. Wołanie o pomoc to nie wstyd. To odwaga.
— Ja się bałam wołać.
— Wiem. Ale powiedziałaś „nie" obcemu panu i poprosiłaś obcą panią. To było trudniejsze niż wołanie.

Wieczorem Zosia opowiedziała wszystko mamie, a potem jeszcze raz Kluskowi, króliczkowi Frania, którego pożyczyła na noc, bo Franio wyjechał do babci. Klusek słuchał bardzo uważnie.

— Wiesz, Klusku — powiedziała Zosia, gasząc światło. — Prosić o pomoc to nie jest tak, że się jest małym. To tak, że się jest mądrym.

Klusek się nie odezwał, ale Zosia wiedziała, że się zgadza.

---

**Trzy pytania na dobranoc:**
1. Co Zosia zrobiła, kiedy zobaczyła, że nie wie, gdzie jest zjeżdżalnia? Dlaczego nie pobiegła?
2. Dlaczego Zosia nie poszła z panem w okularach, a poszła z panią z wózkiem? Jaka była różnica?
3. Powiedz: jak masz na imię i nazwisko, jak ma na imię mama albo tata? Kogo poprosisz o pomoc w sklepie, w parku, na basenie?

A teraz oczy się zamykają. Sandałek stoi pod łóżkiem, zapięty. Plac zabaw jest pusty. Zosia śpi. Dobranoc.

*Koniec odcinka 6.*
